Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 5 kwietnia 2025 09:24
Reklama

Kot zeżarł bratki, pies przegrał walkę z bączkiem...ach wiosna! Felieton BazgrAłki

Łąki pokrywają krokusy, stokrotki i małe pachnące błękitne fiołki. Tu motylek, tam bocianek, tu ptaszek, tam bączek. Ups… Pardon – apropos bączka. Na dworze każdy może.
Kot zeżarł bratki, pies przegrał walkę z bączkiem...ach wiosna! Felieton BazgrAłki

Źródło: AI

Wiosna! Ach wiosna. Piękna. Świeża. I radosna? To się jeszcze okaże.

Tydzień temu padał biały puch, ogródek wyglądał jak w grudniu po południu, a mróz trzaskał taki, że smarki zamarzały na bieżąco. Dziś jest 16 stopni w cieniu, słoneczko w pełni, śnieżyczki, bociany i inne takie. I człowiek nie wie, czy chować już berecik z antenką do szafy czy jeszcze nie? Czy śniegowce schować głębiej czy bliżej? Czy zmieniać już garderobę na wiosenną?

Dylematy tym gorsze, kiedy wyjdzie się na ulicę. Jeden w kozakach, drugi w katanie, a trzeci na krótki rękaw. Więc najlepiej na cebulkę tak, żeby można było po drodze ściągać kolejne części garderoby. Plus wielka torba, żeby można było te części tam upchnąć. A potem człowiek wraca ze sklepu spocony, śmierdzący i wkurzony. Tyle jeśli chodzi o piękno, radość i świeżość.

Chociaż wiosna piękna jest. Bez dyskusji. Po szarej długiej zimie w końcu zaczyna się robić kolorowo. Niebo ma cudowne odcienie, zachody słońca w kolorach jak z bajki. Drzewa mają już maleńkie zielone listeczki i żółte bazie. Łąki pokrywają krokusy, stokrotki i małe pachnące błękitne fiołki. Tu motylek, tam bocianek, tu ptaszek, tam bączek. Ups… Pardon – apropos bączka. Na dworze każdy może.

Więc siedzę i sycę oczy słoneczkiem, wdycham te bącz… Zapachy wiosny, wystawiam twarz do promyków przyglądając się błękitowi, no jest pięknie. Przyniosłam bratki. Posadziłam do skrzynek, będą cieszyć oko. Tak myślałam wczoraj. Dziś rzyg tęczą nabrał nowego znaczenia. Mojemu kotu Maciusiowi przeżarła się chyba karma i przerzucił się na moje nowe bratki. Po czym je zwrócił wiosennymi, wesołymi kolorami. Na dywan. Bo żreć to na dworze, ale rzygać to w domu. Najlepiej tam, gdzie trudno wyprać. No trudno. Wyprałam, Maciusia przegoniłam od bratków. Może coś jeszcze z tego będzie.

I kiedy tak sobie siedzę z filiżanką kawy przed domem, widzę jak wesoło bryka Pimpek. Jak się turla w trawie. Jak wystawia jęzor, jak kopie ziemię – akurat tu przegoniłam zwierzę. Myślę, a co tam. Niech się dzieciak bawi! Niech łapie te motylki i bączki. Moja błoga mina zrzedła równo, gdy Pimpek przyszedł ze spuchniętą wargą i cieknącą śliną. Walka bączek – pies 1:0 dla bączka.

Biorę nieboraka wystraszona za wszarz, biorę lubego za kołnierz i pędem do weterynarza. Po trzech godzinach siedzenia w kolejce, dygotania zwierza, patrzenia na chore kotki i pieski, gdy nadeszła nasza kolej, okazało się, ze opuchlizna już zeszła i nie ma śladu. Za wizytę jednak trzeba było zapłacić co łaska, ale zdrowie psiaka najważniejsze.

Wracamy do domu. Ja już podminowana. Najpierw zżarte bratki i haftujący kot. Potem dołki w trawniku i spuchnięty pies. No nic. Ustalam sama ze sobą, że nic nie popsuje mi tego pięknego pierwszego dnia wiosny. Świeci słońce, ptaszki ćwierkają, dzieciak wraca ze szkoły z gilem po pas. Alergia. A idźcie z tą wiosną! Przereklamowane to i niebezpieczne! Zimą takich problemów nie było.

A tak poważnie – samych pięknych wiosennych dni!


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Xixi 24.03.2025 11:52
Hahahaha 🤣

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE:
Reklama
Reklama